Jak rozpoczynałam przygodę z fotografią patrzyłam na świat całkowicie inaczej. Najpierw widziałam coś, co mi się podobało, a potem sprawdzałam jak to będzie wyglądało na zdjęciu. Teraz widząc coś wiem, jak chce to pokazać, jak będzie wyglądało po zrobieniu zdjęcia jeszcze zanim je zrobię. Widzę na aparacie nieobrobione zdjęcia i wiem, co z nich będzie, jak opowiem tę historię. Dlatego zdjęcia zawsze wybieram sama do końcowego materiału. Bo wiem, że czasem kadry, które na pierwszy rzut oka nie zachwycają, mogą stać się tymi najbardziej znaczącymi. Tymi, co opowiedzą historię w trzech słowach. Tfu! w jednym kadrze.

Bardzo lubię, kiedy cała opowieść utrzymana jest w jednej tonacji, pozwala to zanurzyć się w historię. Każdy detal, plan, kolor musi do siebie pasować. Mimo wszystko staram się, żeby nie przekraczać magicznej cienkiej linii, za którą subtelna obróbka zmienia się w charakterną kreację własnej rzeczywistości. Lubię wydobywać to, co najlepsze, nadając fotografiom nowy charakter, bez zbędnych przerysowań. Oczywiście, to wszystko jest wyłącznie kwestią gustu, więc nie wszystkim musi się podobać. Zapraszam was jednak do obejrzenia kilku przykładów tego, jak obrabiam zdjęcia. Osobiście uwielbiam oglądać takie porównania, więc może i was zainteresują 🙂